Koniec wakacji. Dni robią się krótsze, rano coraz częściej czuć chłód, a Ty patrzysz na pustą działkę, na której od kilku miesięcy miał już stać dom, hala albo nowy budynek firmy. Projekt jest. Pozwolenie jest. Pieniądze na budowę też są. Tylko kalendarz pokazuje już koniec sierpnia albo wrzesień.
I pojawia się pytanie: zaczynać budowę jesienią czy dać sobie spokój i poczekać do wiosny?
Jeżeli budujesz własny dom, zapewne oczami wyobraźni widzisz już ściany, dach i pierwsze święta spędzone u siebie. Jeżeli jesteś przedsiębiorcą, patrzysz na sprawę trochę inaczej – każdy miesiąc bez nowej hali, magazynu czy biurowca może oznaczać odsunięcie w czasie kolejnej inwestycji, zwiększenia produkcji albo przeprowadzki firmy.
W obu przypadkach szkoda kolejnych sześciu miesięcy.
I mamy dobrą wiadomość: koniec wakacji wcale nie oznacza końca sezonu budowlanego. Wręcz przeciwnie. Sierpień, wrzesień i początek października mogą być bardzo dobrym momentem na rozpoczęcie budowy. Trzeba tylko wiedzieć, co realnie można wykonać przed zimą i w którym momencie powiedzieć sobie: na ten rok wystarczy.
W Coolship budujemy zarówno domy, jak i obiekty usługowe oraz przemysłowe. Z doświadczenia wiemy, że jesienna budowa przebiega naprawdę sprawnie. Nie warto jednak walczyć z kalendarzem za wszelką cenę. Czasami rozsądniej zakończyć rok gotowymi fundamentami, czasami stanem zero, a przy sprzyjających warunkach – przykrytym dachem i zamkniętym budynkiem.
Sprawdźmy więc, czy warto rozpocząć budowę jesienią, ile czasu potrzebujemy na fundamenty i stan surowy oraz co realnie można wybudować przed nadejściem zimy.
Gdyby inwestor pozwolił nam wybrać dowolny dzień w roku na wbicie pierwszej łopaty, prawdopodobnie wybralibyśmy wiosnę.
Mamy wtedy przed sobą kilka miesięcy długich dni, stosunkowo przewidywalną pogodę i duży margines bezpieczeństwa w harmonogramie. Budowę rozpoczętą w marcu czy kwietniu można bez większej presji doprowadzić do stanu surowego, zamknąć, wykonać instalacje i rozpocząć prace wewnętrzne.
Tyle teoria. W praktyce nie każda inwestycja jest gotowa w marcu.
Przedłuża się projekt. Czekamy na pozwolenie. Bank analizuje kredyt. Inwestor wybiera wykonawcę. W przetargu trzeba poprawić dokumentację. I nagle z kwietnia robi się czerwiec, z czerwca sierpień, a na końcu pojawia się pomysł: „To może już poczekajmy do przyszłego roku?”
Niekoniecznie.
Koniec wakacji ma kilka zalet, o których rzadko mówi się przy planowaniu budowy.
Po pierwsze, rynek wykonawców zaczyna się powoli rozluźniać. Wiosną dobre firmy budowlane często mają harmonogram zapełniony na wiele tygodni do przodu. Pod koniec lata zdarzają się przesunięcia innych inwestycji, problemy formalne albo zwyczajnie wypada komuś budowa z grafiku. Nagle pojawia się wolne okno, którego w kwietniu nie było.
To może oznaczać nie tylko szybszy termin, ale czasami również lepszą cenę.
Po drugie, po wiosennym i wakacyjnym szczycie zakupowym presja na część materiałów zaczyna maleć. Nie jest to żelazna zasada – ceny stali, cementu, izolacji czy materiałów murowych zależą od wielu czynników – ale pod koniec sezonu łatwiej trafić na promocje, wyprzedaże stanów magazynowych albo po prostu spokojniej negocjować duże zamówienie.
Po trzecie, kończy się sezon urlopowy.
I to wbrew pozorom ma duże znaczenie. Lipcowa budowa często wygląda pięknie na zdjęciu z drona, ale trochę gorzej w harmonogramie. Ktoś jest na urlopie, ktoś właśnie wraca, kierowcy mają wolne, przedstawiciel hurtowni wyjechał, projektant odpowie w przyszłym tygodniu. We wrześniu branża wraca do normalnego rytmu i łatwiej skupić pełne siły na jednej inwestycji.
Jest jednak druga strona medalu.
Rozpoczynając budowę we wrześniu, trzeba realnie patrzeć na kalendarz. Domu czy hali pod klucz w kilka jesiennych tygodni nie wybudujemy. Przy dobrze przygotowanej inwestycji można natomiast spokojnie wykonać roboty ziemne, fundamenty, stan zero, konstrukcję, mury i – przy odpowiednim harmonogramie – dojść do stanu surowego otwartego lub zamkniętego.
I właśnie tutaj jesienna budowa zaczyna mieć sporo sensu.
Nie jestem zwolennikiem prowadzenia na siłę mokrych prac wykończeniowych tylko po to, żeby wpisać w harmonogram „budowa zakończona w tym roku”. Jeżeli budynek osiągnie przed zimą stan surowy, może spokojnie poczekać na kolejny etap.
Konstrukcja ma czas na stabilizację, a wilgoć technologiczna zawarta w betonie, zaprawach i innych materiałach stopniowo odparowuje. Wiosną można wejść z kolejnymi pracami bez presji charakterystycznej dla ekspresowego budowania „od fundamentu do kluczy”.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy nowy budynek musi przezimować. Współczesne technologie pozwalają budować znacznie szybciej. Jeżeli jednak nie goni nas termin, kilka miesięcy przerwy pomiędzy ciężkimi robotami konstrukcyjnymi a wykończeniem nie jest niczym złym.
Jeżeli mielibyśmy wskazać etap budowy szczególnie dobrze pasujący do końcówki lata i początku jesieni, byłyby nim właśnie fundamenty.
W przypadku typowej inwestycji kompleksowe wykonanie fundamentów zajmuje najczęściej około jednego do dwóch miesięcy. Oczywiście nie istnieje jeden uniwersalny termin. Inaczej wygląda fundament niewielkiego domu jednorodzinnego, inaczej rozbudowany stan zero budynku usługowego, a jeszcze inaczej stopy i ławy pod dużą halę przemysłową.
W zakres prac mogą wchodzić m.in. przygotowanie terenu, wykopy, podkłady betonowe, szalowanie, zbrojenie, betonowanie, wykonanie ścian fundamentowych, pielęgnacja betonu, rozszalowanie, izolacje, zasypki i przygotowanie podbudowy.
Jeżeli chcesz zobaczyć, jak taki zakres wygląda od strony wykonawczej, opisaliśmy go dokładniej na stronie kompleksowego wykonania fundamentów.
Rozpoczynając roboty na przełomie sierpnia i września, mamy więc duży zapas czasu. Nawet przy większej inwestycji październik lub listopad może zastać nas z gotowym fundamentem, który bezpiecznie poczeka na dalszą część budowy.
Nie tylko można. W wielu przypadkach warunki wczesnej jesieni są dla robót betonowych znacznie przyjemniejsze niż środek upalnego lata.
Beton nie lubi skrajności.
W czasie wiązania i twardnienia zachodzą w nim reakcje hydratacji cementu, a jednym z podstawowych warunków uzyskania odpowiednich parametrów jest utrzymanie właściwej wilgotności i temperatury świeżego betonu.
Latem sytuacja potrafi być trudniejsza niż mogłoby się wydawać. Gdy temperatura powietrza przekracza 30°C, a rozgrzane słońcem deskowanie, zbrojenie i podłoże mają jeszcze wyższą temperaturę, woda z mieszanki zaczyna bardzo szybko odparowywać. Beton trzeba odpowiednio pielęgnować i chronić przed zbyt szybkim wysychaniem.
Przy temperaturach rzędu kilkunastu do około 25°C w dzień i około 10°C nocą takich problemów jest zdecydowanie mniej. Beton nie jest wystawiony na ekstremalny upał, a warunki do prowadzenia robót są zwyczajnie bardziej stabilne.
Oczywiście jesień jesieni nierówna.
Październik z temperaturą 15°C to jedno, a listopadowa noc z przymrozkiem to zupełnie inna historia. Im bliżej zimy, tym uważniej trzeba śledzić prognozy i dostosowywać technologię betonowania.
Dlatego wrzesień i pierwsza część jesieni to bardzo dobry czas na wykonanie fundamentów – zarówno pod dom, jak i budynek usługowy czy halę.
Można i – podobnie jak w przypadku betonu – umiarkowana jesienna temperatura potrafi być sprzymierzeńcem wykonawcy.
Zaprawy murarskie również nie przepadają za skrajnymi temperaturami. Podczas upałów woda odparowuje szybko, materiały mocno się nagrzewają, a praca staje się zwyczajnie trudniejsza.
Jest też czynnik, którego nie znajdziemy w karcie technicznej zaprawy: człowiek.
Przy 35°C w cieniu, stojąc przez kilka godzin na stropie albo rusztowaniu wystawionym na pełne słońce, pracuje się zupełnie inaczej niż przy 15–20°C. Zmęczenie przychodzi szybciej, koncentracja spada, a właśnie wtedy najłatwiej o drobne błędy.
Jesień daje pod tym względem bardzo komfortowe warunki. Przy dodatnich temperaturach zgodnych z wymaganiami zastosowanej zaprawy można bez problemu wykonywać roboty murowe i wznosić kolejne kondygnacje.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy pojawiają się regularne przymrozki. Wtedy nie ma sensu udowadniać pogodzie, kto jest silniejszy.
Jeżeli harmonogram na to pozwala – to jeden z najlepszych momentów, w których można zakończyć pierwszy sezon budowlany.
Mamy gotowe fundamenty. Stoją ściany i elementy konstrukcyjne. Jest wykonany strop, konstrukcja dachu i pokrycie. Jeżeli uda się zamontować stolarkę, otrzymujemy stan surowy zamknięty i budynek jest znacznie mniej narażony na bezpośrednie działanie deszczu oraz śniegu.
Z punktu widzenia organizacji budowy sytuacja jest idealna.
Przez zimę konstrukcja ma czas na stabilizację, a część wilgoci technologicznej może stopniowo opuścić budynek. Wiosną nie zaczynamy od koparki i fundamentów, tylko mamy przed sobą kolejny etap inwestycji.
W przypadku domu są to instalacje, tynki, posadzki i wykończenie. W przypadku obiektu przemysłowego – zależnie od technologii – instalacje, posadzka przemysłowa, wyposażenie technologiczne czy zagospodarowanie terenu.
Dlatego, jeżeli rozpoczynamy inwestycję pod koniec wakacji, warto ułożyć harmonogram właśnie pod ten cel: doprowadzić budowę do bezpiecznego punktu i nie ścigać się później z zimą.
Na stronie stan surowy otwarty – kompleksowa budowa od fundamentu po dach pokazujemy dokładniej, jakie roboty wchodzą w ten etap inwestycji.
Tak. Prawidłowo wykonany i zabezpieczony fundament może bez problemu przezimować.
Nie wystarczy jednak wylać beton i wrócić w kwietniu.
Przede wszystkim fundament powinien osiągnąć odpowiednią wytrzymałość, a beton po wykonaniu musi być właściwie pielęgnowany. Należy wykonać przewidziane projektem izolacje oraz zabezpieczyć elementy podatne na działanie wody i mrozu.
Trzeba również pomyśleć o wodzie.
Nie chcemy stworzyć wewnątrz fundamentów basenu, w którym przez całą zimę będzie stała woda opadowa. W zależności od konstrukcji, warunków gruntowych i etapu robót konieczne może być wykonanie zasypek, odpowiednie ukształtowanie terenu albo zapewnienie możliwości odprowadzenia wody.
Istotne jest również zabezpieczenie instalacji, przepustów, wystających elementów zbrojenia i innych fragmentów pozostawionych do kolejnego etapu.
Szczególną uwagę trzeba zwrócić na grunt i głębokość posadowienia. Fundament musi być zabezpieczony przed niekorzystnym działaniem przemarzania gruntu zgodnie z rozwiązaniami przyjętymi w projekcie i rzeczywistymi warunkami na działce.
Dobrze przygotowany stan zero może natomiast spokojnie poczekać do wiosny. I jest to znacznie lepsza sytuacja niż pozostawienie budowy w połowie rozpoczętych robót.
Gdybym miał wybierać bez żadnych ograniczeń – stan surowy, najlepiej zamknięty.
Budynek ma wtedy dach, a po zamontowaniu stolarki również zabezpieczone otwory. Możemy spokojnie czekać na wiosnę albo prowadzić wybrane prace wewnątrz.
Ale nie zawsze warto za wszelką cenę do tego etapu dążyć.
Jeżeli w połowie jesieni widzimy, że harmonogram zaczyna się rozjeżdżać i istnieje realne ryzyko, że zima zastanie nas w połowie konstrukcji, czasami rozsądniej zakończyć roboty na dobrze wykonanym stanie zero.
Zima potrafi pogrążyć źle rozplanowaną budowę na kilka miesięcy.
Najpierw jeden dzień śniegu. Następnego dnia zamiast murować, ekipa odśnieża. Później przychodzi mróz. Samochód z materiałem nie może wjechać na działkę. Trzeba poprawić drogę technologiczną. Dzień robi się krótki. Następnie odwilż zamienia plac budowy w błoto.
I nagle roboty, które w normalnych warunkach trwałyby tydzień, zajmują trzy.
Dlatego zasada jest prosta: jeżeli mamy realną szansę dojść do stanu surowego – idziemy dalej. Jeżeli nie – lepiej dobrze zamknąć stan zero niż wejść w zimę z rozgrzebaną konstrukcją.
To zależy przede wszystkim od tego, na jakim etapie zatrzymaliśmy roboty.
Przy stanie zero zabezpieczamy fundamenty, izolacje, przepusty i instalacje oraz dbamy o to, żeby woda nie gromadziła się wewnątrz konstrukcji.
Przy stanie surowym otwartym najważniejsze jest zabezpieczenie budynku przed opadami. Otwory okienne i drzwiowe można tymczasowo osłonić, ale nie należy przy tym całkowicie pozbawiać wnętrza wentylacji.
Jeżeli dach nie ma jeszcze docelowego pokrycia, trzeba wykonać skuteczne zabezpieczenie tymczasowe. Materiały pozostawione na budowie powinny być składowane zgodnie z wymaganiami producenta – najlepiej na podkładach, ponad poziomem gruntu i pod odpowiednim przykryciem.
Trzeba też pamiętać o instalacji wodnej. Jeżeli istnieje ryzyko zamarznięcia wody w przewodach, instalację należy opróżnić lub odpowiednio zabezpieczyć.
To temat znacznie szerszy, dlatego przygotowaliśmy osobny poradnik: Budowa zimą – praktyczne wskazówki oraz porady. Opisaliśmy tam m.in. betonowanie przy niskich temperaturach, dodatki do betonu, zabezpieczanie świeżych elementów, pracę sprzętu ciężkiego i problemy, które najczęściej pojawiają się na placu budowy zimą.
Technicznie budować można praktycznie przez cały rok. Przy odpowiedniej technologii, zabezpieczeniach i budżecie można prowadzić wiele robót również zimą.
Tylko po co komplikować sobie życie, jeżeli nie ma takiej potrzeby?
Nie polecałbym rozpoczynania standardowej budowy od zera pod koniec listopada czy w grudniu, jeżeli inwestor nie ma konkretnego powodu, żeby robić to właśnie wtedy.
Problemem nie jest wyłącznie mróz.
W grudniu mamy bardzo krótkie dni. Wchodzimy w okres świąteczny. Trudniej zachować ciągłość pracy ekip. Zaczyna się sezon chorobowy. Hurtownie, producenci i transport pracują w zmienionym rytmie. Jeden dzień opóźnienia dostawy potrafi uruchomić lawinę kolejnych przesunięć.
Do tego dochodzą opady śniegu, oblodzenie, zamarznięty grunt i konieczność dodatkowego zabezpieczania robót.
Oczywiście w budownictwie przemysłowym czasami harmonogram jest ważniejszy od pogody i budowa musi ruszyć niezależnie od pory roku. Wtedy po prostu uwzględnia się zimę w technologii, kosztach i organizacji placu budowy.
Jeżeli jednak masz wybór i kalendarz pokazuje grudzień, najczęściej lepiej wykorzystać zimę na dobre przygotowanie inwestycji i wejść na plac budowy wczesną wiosną.
Co innego koniec sierpnia czy wrzesień.
Tutaj do zimy pozostaje jeszcze wystarczająco dużo czasu, żeby wykonać bardzo konkretny kawał roboty. Fundamenty? Jak najbardziej. Stan zero? Bez problemu przy sprawnej organizacji. Stan surowy? W wielu przypadkach również.
Najważniejsze, żeby przed rozpoczęciem odpowiedzieć sobie na jedno pytanie:
do jakiego etapu realnie chcemy dojść przed pierwszym poważnym atakiem zimy?
Jeżeli harmonogram jest przygotowany pod ten cel, rozpoczęcie budowy jesienią może pozwolić zaoszczędzić kilka miesięcy i wejść w kolejny sezon z ogromną przewagą.
Masz gotowy projekt i planujesz rozpoczęcie budowy jeszcze w 2026 roku? Prześlij nam dokumentację. Sprawdzimy zakres robót i przygotujemy wycenę fundamentów, stanu zero lub kompletnego stanu surowego.
Coolship realizuje budownictwo ogólne na terenie Śląska i Małopolski – od robót ziemnych i fundamentów, przez konstrukcje żelbetowe i murowe, aż po kompleksową realizację stanu surowego.
Jeżeli projekt jest gotowy, nie musisz czekać do przyszłego roku. Sprawdźmy najpierw, co realnie możemy wybudować jeszcze przed zimą.
Opracowanie przygotował Przemysław Szalek – ekspert ds. budownictwa przemysłowego.
Copyright © Coolship. Wszelkie prawa zastrzeżone.